Nowotwór jądra z rozsiewem do przestrzeni zaotrzewnowej
Witam wszystkich. Mam na imię Bartek, mam 24 lata i pochodzę z Wrocławia. Chciałbym po krótce opisać mój przypadek. W momencie pisania tego posta leżę w szpitalu, 5 dzień po operacji rplnd. Wszystko zaczęło się pod koniec sierpnia 2019r. Piątek, normalny dzień pracy, wszyscy w dobrym humorze, a ja czuje dziwne pobolewanie w dolnej lewej części brzucha. Mysle sobie, może przepracowanie, wrócę do domu, strzelę piwko, odpocznę i przejdzie. I tak zrobiłem. Niestety, w nocy z piątku na sobotę obudził mnie tak silny ból po lewej stronie brzucha, ze nie potrafiłem nawet wstać z łóżka, byłem zmuszony wezwać pogotowie. Doktor z erki po przebadaniu dotykiem brzucha stwierdził ze coś tutaj nie gra i zalecił mi, żebym wybrał się na USG, do szpitala mnie nie zabrali, ponieważ stan zdrowia nie zagrażał w tym momencie mojemu życiu. Następnego dnia udałem się na badanie usg. Gdy tylko głowica od aparatu dotknęła skory skory brzucha, na ekranie pojawiał się wielki owalny „placek” mający jakieś 10cm. Lekarz, który wykonywał to badanie raz za razem robił wielkie oczy, nie był w stanie powiedzieć mi co to jest ( nie był to specjalista urolog ). Po konsultacji ze specjalista w ten sam dzień wykonałem „magiczne” bhcg, AFP i LDH. Wynik?? Kolejno 250 , 52 , 60. Następnym badaniem było usg jąder. Prawe prawidłowe, na lewym guz o wymiarach 0,8cm. Praktycznie nie wyczuwalny i niewidoczny gołym okiem. Później inne dodatkowe badania. Diagnoza, rak embrionalny nienasieniak z przerzutem do przestrzeni zaotrzewnowej. Na początku świat legnął mi w gruzach.. pierwszym krokiem w stawieniu czoła tej „chorobie” była operacja usunięcia jądra, następnie 4 pełne kursy chemioterapi BEP i na końcu operacja usunięcia węzłów z przestrzeni zaotrzewnowej. Gdyby ktoś miał jakieś pytania, lub chciał dowiedzieć się czegoś czego tutaj nie napisałem, proszę śmiało pytać. W końcu po to jest to forum 