przez alli » 15 Kwi 2011, 17:31
Witam ponownie,
Arku dziękuję za odpowiedź-sugestię, by podać więcej szczegółów. Faktycznie mało faktów w moim poście, wynika to po części z tego, że nie mam pod ręką całej dokumentacji medycznej brata. Powiem tak- czytałam wiele wypowiedzi i podpowiedzi na tym forum w sposobie leczenia nienasieniaka i chyba całe leczenie przebiegało zgodnie z wytycznymi. Tzn. najpierw było usunięcie jądra lewego z dostępu pachwinowego (markery były zbadane dopiero po orchidektomii), natychmiastowa konsultacja w Centrum Onkologii w Warszawie, którzy zlecili pilną tomografię jamy brzusznej, miednicy małej i klatki piersiowej. Były przerzuty do węzłów chłonnych w przestrzeni zaotrzewnowej (duży guz, wymiarów teraz nie podam, bo nie dysponuję), przerzuty do płuc i bardzo duże wartości markerów. Dostał 4 kursy BEP (po 5 dni +dolewki bleomecyny), przed każdym kolejnym podaniem chemii miał badany poziom markerów (też nie podam wartości, ale spadały w odpowiednim tempie, kontynuowano chemioterapię). Miesiąc po zakończeniu chemii miał zabieg usunięcia zmian resztkowych z przestrzeni zaotrzewnowej (o ryzyku ejakulacji wtórnej został poinformowany, na szczęście nerw nie został uszkodzony). Wcześniej była oczywiście tomografia, która wskazała remisję węzłów w porównaniu z badaniem sprzed chemioterapii. Badanie hist-pat. wyciętego materiału wykazały że wszystko jest martwe, dlatego leczenia uzupełniającego już nie było. Wcześniej była mowa o ewentualym wycinaniu zmian z płuc, ale jakoś pozniej okazało sie, że nie ma potrzeby. Przez cały czas brat jeździł na kontrole do COI w Warszawie, miał regularnie badane markery, w pierwszym roku tomografia co 3-4 miesiące (wszystko co zalecali onkolodzy z COI). Wszystko było ok, były też uwidocznione jakieś "cienie" w płucach, ale to zostało zdiagnozowane jako "pozostałość" po bleomecynie. Po dwóch latach brat usłyszał że juz nie ma potrzeby przyjeżdzania do Warszawy na konsultacje, miał być pod opieką onkologa z miejscowej przychodni (czyli też kontrolne badanie markerów, tomgrafia jamy brzusznej i rtg kl. piersiowej raz do roku). Szczęście w nieszczęsciu brata zaczęła bolec pachwina (grudzień 2010), udał się więc do onkologa, który zrobił to co należy- czyli wystawił skierowanie na tomografię jamy brzusznej i miednicy małej, rtg klatki piersiowej i markery. Prześiwetlenia były ok, a markery...tylko AFP był podwyższony, bo 7,37 przy normie do 5,8. No i zaczęło się leczenie brata na rwę kulszową.Ból nasilał się z tygodnia na tydzień, zastrzyki, nic nie pomagało, a brat wił sie z bólu po podłodze i albo wzywał karetkę, albo sam jechał na pogotowie. No i lekarze mówili- to nie sprawy onkologiczne, to zespół korzonkowy z rwą kulszową. W końcu brat znalazł sie na oddziale neurologicznym, wykonano rezonans magnetyczny, który uwidocznił ten pakiet węzłów chłonnych. Na konsultacji onkologicznej usłyszał, że musi wykonać tomografię, ale ta nie wykazała żadnych zmian meta. Więc o co tu chodzi. Nie wiem czy się z tego cieszyć, czy smucić. Poza tym czy taka operacja uzunięcia węzłów uciskających nerwy rdzeniowe nie grozi uszkodzeniem tych nerwów. Czy leczenie tej wznowy u mojego brata zacznie sie od razu, czy będą jeszcze szukać zmian w innych miejscach? Bo ja wciąz nie rozumiem- jak może tomografia nie wykazać powiększonych węzłów które są widoczne w rezonansie. Przecież przy kontrolach zawsze jest mowa o badaniu TC, czyżby w przypadku mojego brata rezonans magnetyczny był dokładniejszym badaniem i tylko on "wskazał" wznowę. Będę wdzięczna, jeśli ktoś odniesie się do moich "wywodów". Przepraszam, że tak chaotycznie, jestem przerażona. Chciałam w skrócie to opisać a wyszło jak wyszło. Dziękuję jeśli ktoś wytrwał do końca postu.