Witam Forumowiczów!
Od dawna przeglądam istniejące tematy, ostatnie wyniki niestety skłoniły mnie bym podzieliła się i moim przypadkiem (a dokładnie mojego chłopaka) i zaczerpnęła Waszych rad, wskazówek, opinii? Więc tak, cała historia zaczęła się we wrześniu 2016 roku. Kolejność wydarzeń podobnie jak u reszty: niepokojące jądro -> wizyta i usg u urologa -> rozpoznanie nowotwór jądra. Choroba teoretycznie nie powinna być dla nas zaskoczeniem -chłopak w momencie zachorowania miał 28 lat, znajdował się w grupie ryzyka -> wnętrostwo, rak jądra u starszego brata.
2016
Dokładnie (co do dnia) 3 lata temu 13.09.2016 chłopak miał wykonaną orchidektomię. Rozpoznanie histopatologiczne: nasieniak - seminoma testis pT2NxMx.
Stan markerów przed operacją:
LDH 164
AFP 5,33
betaHCG 28,7
Zlecono wykonanie TK samej jamy brzusznej oraz RTG klatki. Badanie nie wykazało większych nieprawidłowości, jedynie: 'w przestrzeni okołoaortalnej uwidoczniono kilka drobnych węzłów chłonnych do 5,5mm'. Po konsylium zaproponowano ścisłą obserwację bądź 1xkarbo -> na tę opcję się zdecydowaliśmy. Po operacji i karbo betaHCG <0,1.
2017
Regularnie wykonywaliśmy wskazane badania: markery, rtg, tk. Markery kształtowały się następująco LDH przez cały rok w normie, betaHCG zmierzona w kwietniu 2017 - 6,1 (norma do 2,6) po kontroli onkologicznej usłyszeliśmy że jako chłopak jest osobą "po przejściach" marker ten będzie zawsze wysoki i mieliśmy go nie mierzyć (czego niestety się posłuchaliśmy...). AFP natomiast wahało się od normy aż do 7,9 (norma do 5,8) czym też nie mieliśmy się przejmować...
2018 wznowa nr 1
Zaraz po Nowym Roku chłopak odczuwał ogromneee bóle, uciski w okolicy odcinka lędźwiowego.
Markery :
LDH 211 (norma)
AFP 6,63 (norma do 5.8)
betaHCG 84,8 (norma do 2,6)
Dostaliśmy skierowanie na tk brzucha i klatki które wykazało wznowę choroby w węzłach chłonnych ("na poziomie wnęki nerki prawej przedaortalny pakiet węzłowy uciskający ŻGD 55mm! wniosek - progresja choroby"). Onkolog chciał jeszcze kolejnego potwierdzenia wznowy (!) dlatego zleciła badanie PET które potwierdziło progresję choroby w węzłach chłonnych... Po konsylium rozpoczęliśmy 3 cykle BEP. Po zakończeniu leczenia TK po którym znowu dla pewności PET... Wyniki świadczyły o regresji zmian węzłowych i remisji choroby, zalecono ścisłą obserwację.
Po chemioterapii wyniki markerów kształtowały się następująco :
LDH wzrosło aż do 456 (norma do 248, pierwszy raz przekraczało normę)
betaHCG 0,7
AFP 6,69 (norma do 5,8)
Później wyniki były w normie.
2019 wznowa nr 2... ?
Na dzień dzisiejszy sprawa wygląda tak: USG jamy brzusznej wykazało węzeł chłonny 30 mm w śródbrzuszu, dziś robione markery przekraczają normy:
LDH 305 (norma do 248)
AFP 7,06 (norma do 5,8)
betaHCG 3,4 (norma do 2,6)
Udało nam się uzyskać skierowanie na PET, wysłaliśmy skierowanie czekamy na termin. Nie ukrywam że wyniki jak dla nas są bardzo niepokojące, a czas oczekiwania na badanie plus kolejny czas oczekiwania na opis w sumie pewnie około 5 tygodni to dla mnie wieczność... Jak to wygląda według Was Drodzy Forumowicze? Czy jest się czego bać?
Zapomniałam dodać że na wszelkich badaniach obrazowych pet, tk widoczne są dwa guzki 2 i 3 mm na płucach, zbyt małe do oceny meta, możliwe że nie związane z chorobą, nie rosną póki co..
Generalnie myślimy nad zmianą ośrodka, leczymy się w szpitalu w Grudziądzu, gdzie na korytarzach poradni spotykamy osoby 60-70+, jesteśmy jedynymi przedstawicielami młodego pokolenia, choroba jaka nas spotkała dotyczy raczej młodych osób 20-40, co może oznaczać że jesteśmy tam rzadkim przypadkiem przez co lekarzom może brakować doświadczenia w tej chorobie... Myśleliśmy nawet by leczenie po PET przenieść do Warszawy, chociaż jesteśmy z Pomorza...
Z góry dziękuję za wszelkie analizy, rady i komentarze !